Przeglądając dziś swój czytnik RSS natknąłem się na bardzo ciekawy wpis Łukasza Hodoreckiego: Nie, nie gra
Wyjątkowo zwięzła i krótka notka, mówiąca jasno i na temat co, również moim zdaniem, należy robić w przypadku z zetknięciem z treścią zabezpieczoną przy pomocy technologii DRM (mam tu na myśli w zasadzie dowolną technologię, której celem jest ograniczenie dostępu do zakupionych legalnie danych).
Natomiast o rycerzu na miarę naszych czasów przeczytałem trochę później na wykop.pl, a konkretnie na blogu Pawła Formalskiego: Crime Story
Paweł podjął się trudnej w dzisiejszych czasach sztuki, jaką jest reakcja. Zdrowa ludzka reakcja na otaczające Nas zło. Szkoda, że wciąż tak mało osób decyduje się na podjęcie tego typu działań, gdy są swiadkami podobnych wydarzeń. Nadzieja w tym, że tego typu wpisy przekonają więcej osób, że trzeba mieć chociaż odrobinę odwagi na codzień.
Przypomniało mi to podobną historię, która przydarzyła mi się parę lat temu, gdy mieszkałem jeszcze w Kołobrzegu (tutaj Ctrl+C, Ctrl+V mojego komentarza zostawionego u Pawła).
Otóz wracając kiedyś w zimie (tuż przed świętami) wieczorem po treningu z walkmanem na uszach, usłyszałem jakieś dziwne dźwięki. Zdjąłem szybko słuchawki i zobaczyłem krzyczącą kobietę, a jakieś 20m przed Nią, 2 gości gnało przed siebie. Sytuacja była jasna, więc bez zastanowienia ruszyłem za nimi, także wołając „Stać, Policja” itp. tuż przed przejściem przez 4-pasmówkę dopadłem wolniejszego z nich, ten spanikowany zaczął się tłumaczyć, że też goni tamtego, puściłem go na moment, gdyż musiałem złapać oddech. Gosć to wykorzystał i dał w nogi, przebiegł przez ulicę, o mało nie wpadając pod koła. Nie miałem siły biec dalej, więc wróciłem do kobiety, po drodze szukając też swojej torby treningowej, którą zrzuciłem aby móc biec szybciej. Niestety wtedy jeszcze nie miałem swojej komórki by wezważ policję, ale po chwili w okolicy pojawił się samochód straży miejskiej, więc zatrzymaliśmy ich i opowiedzieliśmy całą historię, a następnie ruszyliśmy razem samochodem w stronę bloków, w kierunku których uciekali Ci goście. Dość szybko natrafiliśmy na nich, ja potwierdziłem że jeden z nich to ten którego zdołałem na chwilę zatrzymać, i w ten sposób złapano obu, a ja zadowolony poszedłem do domu.
Jakiś miesiąc później dostałem wezwanie na przesłuchanie w tej sprawie, więc poszedłem i opisałem całe zajście. Policjant podziękował mi za pomoc i ‘obywatelską postawę godną „07 zgłoś się”’ ;). Przy okazji dowiedziałem się, że w torebce była cała wypłata z bonusem świątecznym, a goście gdy mnie usłyszeli, rzucili torebkę w krzaki. Szczęśliwie straż miejska ją później odnalazła i zwróciła poszkodowanej.
Morał z tego taki, że czasem trzeba bardzo niewiele, aby dużo pomóc. Wystarczy zawołać, przyczynić się do zrobienia zamieszania i wezwać policję.
Komentarze