Pytanie mniej więcej tej treści pojawiło się na forum traktującym o sztukach walki.
Po przeczytaniu odpowiedzi, naszło mnie parę własnych rozważań na ten temat…
W dzisiejszych czasach trudno chyba mówić o konkretnych stylach Karate, a to właśnie dlatego, że nie żyjemy już w odizolowanych osadach, ale każdy z Nas ma do czynienia z różnymi typami sztuk walki.
Sensei Dąbrowski, który wprowadził mnie na moją dzisiejszą „DO”(drogę) , i u którego dalej od czasu do czasu mam zaszczyt ćwiczyć, zawsze na treningach miesza ze sobą różne elementy.
Nie trzyma się stricte jednego stylu, ale ukazuje Nam sztuki walki z najróżniejszych kątów widzenia. Mowa tu zarówno o podstawie do tego wszystkiego, wywodzącej się z Karate Shotokan, ale też o róznych technikach z judo, ćwiczonych nie mniej wytrwale, i o różnych innych elementach z różnych stylów walki (nie tylko karate), kończąc na typowej samoobronie i sytuacjach typowo ‘ulicznych’.
W takim kontekście Ju-Kumite (wolna walka) przybiera o wiele szerszego znaczenia, niż tylko tzw. ‘stójka’. Staje się ono walką w dowolnym stylu (oczywiście trzymając się paru podstawowych zasad), gdzie gdy stoimi – stosujemy karate, gdy leżymy stosujemy judo, ale przede wszystkim – przede wszystkim w trakcie całej walki, przed i po, stosujemy myślenie.
Może brzmi to banalnie, ale to analizowanie sytuacji w każdej chwili, jest tym co decyduje o naszych dalszych ruchach.
np. w przypadku typowej samoobrony: 1 na 1, logiczniejszym wyjściem jest wycofać się z walki z przeciwnikiem, który potencjalnie ma przy sobie nóż – bo niezależnie od tego ile wariantów takiego przykładowego ataku przećwiczymy, zawsze możemy się najzwyklej w świecie poślizgnąć i w najgorszym wypadku, sami wpaść na ten nóż.
Co innego gdy jesteśmy w sytuacji, gdy uniknięcie walki jest już niemożliwe, wtedy pozostaje się skupić i polegać na tym co potrafimy, nadal jednak starając się mimo adrenaliny, oceniać sytuację i szukać wyjść („Nigdy nie ma sytuacji bez wyjścia”).
Wracając do głównego wątku, myślę że kiedyś można było mówić o ćwiczeniu stricte Karate Shotokan, Kyokushin, Oyama, czy innym. Dziś wydaje się to co najmniej ograniczające, i chociaż (moim zdaniem – niestety) niektórzy trenerzy wciąż podchodzą do sprawy w ten sposób (no bo czego więcej potrzeba, gdy sensem trenowania są zawody?), to duża część uczy karate wszystkich stylów, które dane im było poznać – jednocześnie i z odpowiednim naciskiem na różne formy, w zależności od wymagań sytuacji.
Tym samym może ściślej wyraziłbym się, gdyby napisał, że trenuję Karate Sensei Dąbrowskiego, a może za parę lat, gdy dojrzeję do rozumienia Karate na takim poziomie, że sam zacznę je modyfikować o nowo zdobytą wiedzę, w bardziej znaczący sposób, będę mógł powiedzieć, że trenuję Swoje Karate.
Z drugiej strony, chyba każdy trenuje chociaż odrobinę swoje karate, bo każdy pojmuje różne techniki, różne elementy na nieco inny sposób. Decydującym czynnikiem jest jednak to, czy rozwijamy się razem z Naszym Karate, czy zmienia się Nasz sposób pojmowania rzeczy na poziomie metafizycznym (dla mnie jest to np. ćwiczenie form Kata (układów technik), na nieskończenie wiele sposobów), czy też stoimy w miejscu i klepiemy te same techniki, rozwijając się jedynie pod względem sprawności.
Myślę także, że warto od czasu do czasu zadać sobie to ostatnie pytanie, ponieważ nawet jeżeli tak naprawdę nigdy nie jest jasne gdzie ta nasza „DO” Nas prowadzi, to ważne jest aby się jej – raz obranej – trzymać i co najważniejsze, iść naprzód.
Pozdrowienia dla Sensei Waldemara Dąbrowskiego oraz całego klubu Karate Shotokan ‘Samuraj’ w Kołobrzegu