Skończyłem przed paroma chwilami oglądać film Zeitgeist.
Po krótce jest to film dokumentalny o świecie w którym żyjemy, opisujący w bardzo dobitny sposób metodologię masowej kontroli ludzkości w przedziale czasowym sięgającym od zarania dziejów aż po dzień dzisiejszy.
Bez wątpienia wart jest obejrzenia, choćby po to, by móc z nim polemizować.

Zdaję sobie doskonale sprawę, z faktu że pierwsza część filmu może obrazić wiele osób wierzących, mimo to uważam że inteligentny odbiorca powinien wysłuchać nie tylko tego z czym się zgadza, ale także poglądów krytykujących jego światopogląd, ponieważ tylko w ten sposób istnieje możliwość weryfikacji tego w co wierzymy. Inaczej wciąż większość z Nas byłaby przekonana do istnienia świętego mikołaja, bocianów przynoszących dzieci czy serowego księżyca. W końcu to tylko film, który jeżeli się nie spodoba, można spokojnie usunąć i o nim zapomnieć. Nie należę do ekstremistów twierdzących, że gdy runą podstawy Chrześcijaństwa, to ludzie wylegną masowo na ulice zabijać, kraść i gwałcić (w dowolnej kolejności, ponadto czy zauważylibyśmy szczególną różnicę?).

oto link do filmu w wersji z polskimi napisami na google video.
a tutaj bezpośrednio do oficjalnej strony filmu (gdzie także są linki do filmu w kilku różnych językach)

TAK! Film jest dostępny za darmo, jak można przeczytać wśród napisów końcowych:
„Non-Profit Duplication/Distribution of the film is encouraged.” co znaczy mniej więcej: Pomijając cele zarobkowe, kopiowanie/rozpowszechnianie tego filmu jest jak najbardziej wskazane.
Wracając do tematu przemyśleń. Pozostaje problem weryfikacji faktów umieszczonych w filmie. Z własnej wiedzy ogólnej wiem, że wiele rzeczy o których mówi film jest prawdą, kwestia sporna to, czy wszędzie tak jest (w końcu mamy do czynienia z dość dużą ilością tez wysnutych na podstawie przeróżnych faktów). W końcu nawet wyjęte z ust polityków cytaty, mogą zostać ukazane w dowolnym kontekście by sprawić dowolne wrażenie (patrz DT – Dziennik Telewizyjny :) Jak wiele warstw kłamstw może czaić się na poszukiwacza prawdy, jakim jest autor tego filmu. W jak wielu przypadkach dotarł do sedna, a w jak wielu dostał w zamian za powszechne kłamstwo, inne mniej powszechne, lecz sprawiające wrażenie wiarygodności lub co byłoby jeszcze gorsze, zadowolił się źródłami podatnymi na łatwe sfałszowanie (typu internet).
Cytując jeden z seriali mojego dzieciństwa: „a lie, (...), is most convincingly hidden between two truths”, co oznacza: kłamstwo jest najbardziej przekonujące, gdy ukryte między dwiema prawdami. Oczywiście wszystko da się zweryfikować tylko do pewnego stopnia, problem tak naprawdę, modyfikując odpowiednio poziom dyskryminacji wyników, można sprowadzić do kwestii percepcji świata zewnętrznego, tak dobrze wszem i wobec znanego jako problematyka serii The Matrix.

Co pozostaje?

Wydaje mi się, że nie chodzi tu o pisanie transparentów i wychodzenie masowo na ulicę. Tak nic się nie zdziała. W zamian przemyśleć, przedyskutować, rozgłaszać, dementować, pobudzać innych do dyskusji, byleby zachować umiar i nie nakłaniać, manipulować, przymuszać, a już na pewno nie skwitować jednym zdaniem i zignorować. Jeżeli ktoś uznaje, że ten film nie jest dyskusjo-twórczy, to albo jest skończonym ignorantem albo kompletnie nic z niego nie zrozumiał. Sam uważam, że grupy trzymające władze, czy to Illuminati, czy Masoneria, czy jakkolwiek inaczej ich zwiemy – istnieją. I jakkolwiek zaskakujące i niepokojące się to w tej chwili dla mnie wydało, zgadzam się w tym jednym z naszym ulubionym ojcem dyrektorem (pomijając fakt, że w miejsce jednego prania mózgu oferuje on drugie). Większość dowodów przedstawionych w filmie akceptuję jako autentyczne.
Irytujące lekko na początku jest deptanie przez jednego z prowadzących mitów religii chrześcijańskiej, pomimo tego co napisałem na początku, autor mógł uzyskać podobny efekt przekazania myśli, o religii jako narzędziu politycznym, używając nieco bardziej wyszukanych stwierdzeń, zamiast rodem z „Saturday Night Live”. Myślę, że dodało by to filmowi potencjalnych odbiorców, którzy nie wyłączą filmu po paru minutach oglądania. Bez żadnych ale zgadzam się natomiast z tezą wysnutą na koniec, dotyczącą wpływu obecnego obrazu multimedialnej ogłupiającej rzeczywistości na człowieka, celem osłabienia jego wiary we własne zdolności i możliwości. To do czego dochodzi wśród obecnej młodzieży wykracza nie raz poza moje pojmowanie, a sam za prawdziwie dorosłego się jeszcze nie uważam.
Pamiętajmy kim jesteśmy, starajmy się nie dać omamić do końca, myślmy za siebie i oczekujmy tego samego od innych. To jedyna nadzieja na wybrnięcie z tak trudnego położenia w jakim dziś znajduje się Nasz Świat.

Łukasz ‘Szift’ Hejnak